JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

18-godzinny etat, czyli ile zarabia nauczyciel (i dlaczego tak mało)

156 368  
328   358  
Pracuje osiemnaście godzin tygodniowo, ma wolne w ferie, święta i wakacje. W dodatku ciągle narzeka na niskie zarobki. Czy nauczyciele to nienachapane bydlęta, którym ciągle mało, czy kryje się za tym jakiś haczyk? W tym artykule postaram się wyjaśnić kilka kwestii, o których zwykły zjadacz chleba pojęcia może nie mieć...


Piszę ten tekst, ponieważ jestem świeżo upieczonym nauczycielem, choć nie tak zupełnie zielonym, bo leci mi już trzeci rok pracy w zawodzie. W dodatku moja druga połowa podjęła (o zgrozo!) ten sam fach w zupełnie innym przedmiocie, więc jakby mam wgląd w tajniki tego fachu nie tylko swój – subiektywny, ale też dla porównania wrażenia innego nauczyciela.

Jak to jest z tym etatem?

Otóż zgodnie z ustawą „Karta nauczyciela” większość z nas, by mówić o zatrudnieniu w pełnym wymiarze, musi uczyć 18 godzin lekcyjnych w tygodniu. Wydawałoby się, że to bardzo mało, ale mało kto wie, jakie obowiązki nie są wliczane do etatu, bo mówimy tu o darmowej pracy.
Poza wspomnianymi wyżej lekcjami, czyli takim nauczaniem, jak każdy z nas przechodził przez długie lata, mamy jeszcze wszelkiego rodzaju „kółka”, dyżury, zajęcia wyrównawcze, imprezy szkolne, wywiadówki, przygotowanie się do pracy (tak! Tego jest dość sporo), dokumentacja, sprawdziany, konspekty, rozwój zawodowy i inne codzienne, szkolne sprawy, którym nauczyciel poświęca czas. Wszystko zapisane jest w ustawie, art. 42., który objawia nam nieznaną ogólnie prawdę, że jednak ten czas pracy wynosi do 40 godzin tygodniowo. Jeśli nauczyciel nie jest zaangażowany w pełni, ma farta, ale zazwyczaj bywa tak, że obciąża się go jakimiś obowiązkami, by się nie opierniczał. A tak na serio, zawsze coś jest do zrobienia.
Większość młodych nauczycieli, nieraz jeszcze nieświadomych tego, co ich czeka, rzeczywiście ulega powszechnemu przeświadczeniu, że chwyciło bądź zaraz chwyci pana Boga za nogi i zarobi tyle co w „maku” (bo „biedra” płaci już dużo lepiej) za 40 godzin, pracując jedynie 18. Potem okazuje się, że „o ja pie72772e, w co ja się wpakowałem”, bo tego wszystkiego jest cały ogrom.

Jak zarobki nauczycieli przedstawiają się w praktyce?

Tabelę płac nauczyciela można wyguglować i nie jest ona żadną tajemnicą (TUTAJ!). Zakładając, że mamy wyższe wykształcenie z tytułem magistra, jako nauczyciel, który podjął właśnie pracę jesteśmy awansowym zerem, czyli stażystą. Taki ktoś zarabia 2294 zł brutto, a to daje ok. 1665 zł na rękę. Do tego nie możemy liczyć na żadne dodatki (zazwyczaj) oprócz dodatku wiejskiego, czyli pieniędzy na dojazd do miejsca pracy, jeśli pracujemy poza miejscowością, w której mieszkamy. Taki dodatek to 10% naszej pensji, czyli 166 zł z groszami.
Wspominam o tym, bo w moim przypadku była to 1/3 ponoszonych kosztów transportowania się. Tak, pracuję poza miejscem zamieszkania, bo w moim mieście nie było dla mnie pracy, a coś do garnka wrzucić musiałem. Stażystą byłem rok. Teraz ten czas uległ wydłużeniu. Jestem teraz kontraktowym i mam przed sobą jeszcze dwie możliwości (stopnie) awansowania. I tak kolejno stażysta to 100% zarobków, kontraktowy – 111%, mianowany – 144% i wreszcie najbogatszy dyplomowany 184%. Jak widać, najbardziej odczuwalna różnica jest przy ostatnim awansie, na który trzeba pracować (doskonalenie zawodowe i różne egzaminy) minimum dziesięć lat. Wszystko po to, by zarabiać jakieś 2260 zł na rękę. Mniej więcej tyle, co obecnie strajkujący lekarze rezydenci.
Oczywiście można jeszcze otrzymać stopień „zasłużony dla oświaty”, ale z tym stopniem nauczycieli jest jak na lekarstwo, więc w ogólnym rozrachunku pozwolę sobie ich pominąć.

Czy to wszystko?

Nie. Za wysługę lat przysługuje 1% za jeden rok pracy liczony od naszej podstawowej wypłaty danego stopnia awansu. Dostajemy go po 4 roku pracy (od razu 4%!), a kończy się ten lukratywny biznes na górnym limicie 20%.
Dodatkowo po roku pracy można wziąć tak zwany jednorazowy zasiłek na zagospodarowanie w wysokości dwóch wypłat podstawowych (bez żadnych procentów doliczonych). Można też dostać nagrodę dyrektora za osiągnięcia i zaangażowanie (wysokość zależy od placówki, ale zwykle nie przekracza 2 tys. brutto), można dostać dodatek motywacyjny, który często wynosi zaledwie kilka procent i rzadko przekracza dwadzieścia (w tym roku mam 3%).
Istnieje jeszcze coś takiego jak dodatek funkcyjny za funkcję dyrektora, wicedyrektora, opiekuna stażu itd., ale ten temat może omówię w oddzielnym artykule, jeśli ten będzie cieszył się dostatecznie dużym zainteresowaniem.

Przecież ostatnio była podwyżka, czy nie?

No tak. Ale w zasadzie był to jakiś niewielki procent, gdyż wzrosła w naszym kraju płaca minimalna i 100% wynagrodzenia nauczyciela (stażysta), od którego liczy się pozostałe, było mniejsze niż minimalna możliwa pensja. W praktyce płace wzrosły zaledwie o 35 do 65 zł brutto! Warto dodać, że ostatnia bardziej realna podwyżka miała miejsce w 2012 r., gdzie dodana kwota przekroczyła 100 zł brutto i na tym się skończyło. Szkoda, że nie skończył się wzrost cen paliw, jedzenia i wynagrodzeń w innych zawodach...

Skoro jest tak źle/dobrze (niepotrzebne skreślić), to czemu strajkują lekarze, a nie nauczyciele?

Nie wiem. Zachodzę w głowę, dlaczego tak się dzieje. Tym bardziej że po reformie branie jakichkolwiek nadgodzin (tych godzin, które są płatne!) stało się praktycznie niemożliwe, a wcześniej takie zabiegi jako tako ratowały nas przed głodowymi pensjami. Ratują się jedynie niszowi jeszcze nauczyciele szkół artystycznych, ale ich niedługo ta trauma dopadnie w takim samym stopniu. Poza tym nadgodziny nie są tak dobrze płatne i bardziej kalkuluje się pracować w dwóch szkołach, niż brać nadgodziny w jednej. Niestety spekulacje to spekulacje, a życie pokazuje, że o to jest bardzo ciężko, bo wakaty trafiają się rzadko.

O tyle, o ile każdy przeciętny obywatel rozumie odpowiedzialność lekarzy (i ich protest wspierajmy), to jaka jest odpowiedzialność nauczycieli?

Otóż ryzyko jest wielkie. Wiemy wszyscy, jak niesforne potrafią być dzieci, a jak się ich ma przynajmniej kilkanaście w jednej klasie, zdarzyć może się wszystko, a w takich przypadkach ponosi odpowiedzialność nauczyciel. I tak największa bura zwykle spada na dyrektorów szkół i nie bez kozery mówi się, że jest to najbardziej odpowiedzialne kierownicze stanowisko w naszym kraju i przy okazji najgorzej płatne.
Do wszelkich nieszczęśliwych wypadków, które mogą powodować dzieciaki, należy doliczyć pracę w hałasie, użeranie się z roszczeniowymi zazwyczaj rodzicami i zdarte gardła, na które nauczyciele chorują wyjątkowo często.
To wszystko od czasu do czasu wynagradzają nam sukcesy naszych podopiecznych, niekiedy miłe od nich słowa i wakacje. Tak! Wakacje i ferie zimowe to zdecydowanie najlepszy aspekt naszej pracy (jeśli nam zazdrościsz, to odpowiedz sobie na pytanie, czy chciałbyś chodzić latem do szkoły), bo choć dla belfra rok szkolny nie kończy się stricte z końcem nauki, to i tak jest dużo czasu, by wyjechać na zbieranie truskawek do Francji i zarobić trochę ojro!

Oglądany: 156368x | Komentarzy: 358 | Okejek: 328 osób