JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

10 przedziwnych subkultur

225 446  
709   76  
Subkultura – grupa ludzi występująca w ogóle społeczeństwa, wyodrębniona według jakiegoś wspólnego kryterium. Oprócz spotykanych na co dzień przedstawicieli najróżniejszych grup, mniej lub bardziej młodzieżowych, występują też subkultury oryginalniejsze niż upalony miłośnik reggae, brodaty metalowiec czy niedomyty dresiarz.

Z góry uprzedzamy - Duża część omawianych tu przykładów pochodzi z Japonii...

#1. Gyaruo

Gyaruo to taki męski odpowiednik dziewczęcego stylu gyaru, który to charakteryzuje się głównie nadawaniem wizerunkowi przedstawicielce tejże subkultury jak najwięcej „dziecinnych” cech.

Gyaruo określają się też mianem „gal-man” czyli „dziewczęcych chłopców”. Patrząc na przedstawicieli tej grupy rozumiemy skąd to porównanie do małoletnich samic.


#2. Otherkin

Po takiej skondensowanej dawce zniewieściałych Azjatów proponujemy zapoznanie się z nieco inną, aczkolwiek równie dziwaczną, subkulturą. Osoby podające się za otherkinów są święcie przekonane, że mimo biologicznej przynależności do ludzkiej rasy, w rzeczywistości są przedstawicielami innych, fantastycznych, gatunków istot. Określają się więc jako byty „transgatunkowe”.
Istnieje wiele istot uwięzionych w ludzkim ciele np. anioł, który utknął w człowieczej skorupie zwany będzie Angelkinem. Inne gatunki Otherkinów to elfy, demony, smoki i wampiry...

#3. Bósózoku

Wracamy do Japonii. Bósózoku to taka azjatycka odpowiedź na społeczność miłośników nielegalnych wyścigów motocyklowych. Jednakże wzorem pełnych testosteronu członków gangów typu „Hell's Angels”, bósózoku często wywołują burdy. W ruch idą wtedy drewniane miecze samurajskie, metalowe rury, kije bejsbolowe i koktajle Mołotowa.
Stereotypowy bósózoku często przedstawiany jest jako postać żywcem wyjęta z kreskówki anime.
Dziwaczne okulary słoneczne, przedziwne uniformy i nieodłączny fryz będący mocno przesadzoną wariacją na temat stylu czesania dawnych greaserów.
Jednoślady gwałcą gałki oczne swymi krzykliwymi kolorami i ozdobnikami w postaci setek małych naklejek oraz majestatycznej, powiewającej na wietrze, ogromnej flagi imperialnej Japonii. Dla lepszego efektu członkowie tej grupy często „tuningują” swe maszyny, dodając do nich dodatkowe źródła światła oraz arcypotężny sprzęt audio.

#4. Queercore

Jedna z kilku subkultur wyrosłych na początku lat 80., nawożona przez smętnie dogasające, punkowe zgliszcza anarchistycznej rewolty. Ideologia DIY („Do it yourself”), podziemnie publikowane ziny i nade wszystko dynamiczna muzyka podparta ostrymi, dosadnymi, nierzadko krytykującymi pewne społeczne normy tekstami trafiła też do homoseksualistów. W ten sposób zrodził się queercore (zwany niekiedy homocorem).

#5. Zapatistas

Antyglobalistyczny ruch, który w latach 90. ubiegłego wieku zrodził się w najbiedniejszej części Meksyku – Chiapas. Nawiązująca do rewolucyjnych tradycji Armia Wyzwolenia Narodowego, zwróciła oczy świata na fatalne warunki meksykańskich Indian i zyskała spory poklask wśród młodych lewicowców.
Dziś z to już raczej turystyczna atrakcja niż konkretna subkultura, chociaż dumni mieszkańcy tamtych terenów zwykli mawiać: „Todos somos Zapatistas” („Wszyscy jesteśmy Zapatystami”). Najbardziej interesującym aspektem tego ruchu jest połączenie rewolucyjnej symboliki z silnym katolicyzmem - wszechobecny Che Guevara dzieli ścianę z obrazem Matki Boskiej.

#6. Manba

Tym razem, w drodze wyjątku, przedstawiamy ciekawe zjawisko z Japonii... Nazwa „manba” wywodzi się z tamtejszego folkloru. Yamanba to legendarna, paskudnie szpetna, wiedźma.
Co my tu mamy? Blond czupryny, samoopalacz, boleśnie „gryzące się” kolory i wszelkiej maści dodatki powodujące, że typowa przedstawicielka stylu manba wygląda tak:

Mało Wam? W takim razie dodajmy, że te ślicznotki uwielbiają bawić się przy muzyce „para-para”...

http://www.youtube.com/watch?v=0iIwJdQDcSA

i spędzają czas w klubach w towarzystwie tzw. center guys.

#7. Asgarda

A oto twór wprost z Ukrainy. W Karpatach żyje plemię składające się ze 150 kobiet pragnących odseparować się od „męskiej autonomii”. Kobiety, pod przywództwem Kateriny Tarnouska, żyją w zgodzie z naturą, czerpiąc natchnienie z greckiej mitologii pełnej wojowniczych przedstawicielek płci pięknej.Często porównują się do amazonek – jak przystało na plemię walecznych bab szkolą się w dziedzinie samoobrony pod okiem mistrza karate. Aby zasłużyć na tytuł „kobiety idealnej”, oprócz łamania nosów męskim oprawcom, trenują też nieco bardziej życiowe umiejętności (nie podają jednak szczegółów takiego „treningu” - pozostaje nam snuć domysły...)
 
Chcielibyście spotkać kiedyś jedną z takich pań?

#8. Kigurumin

Mający bardzo krótki żywot, japoński fenomen. Dziewczęta pragnące wyglądać oryginalnie zaczęły przyodziewać dziwaczne kostiumy, które prędzej sprawdziłyby się na balach dla przebierańców niż na ulicach Tokio. Podobno ten styl podchwycony został też przez społeczność manba (patrz punkt 6)



Kingurumin nie należy jednak mylić z tzw. futrzakami („the Furries”), czyli dość dużą grupą ludzi identyfikującą się ze zwierzątkami futerkowymi. Miłośnik tego ruchu, oprócz samej świadomości bycia związanym z wszelkimi przedstawicielami fauny leśnej, wydaje też fortunę na włochate kostiumy, którymi szpanuje podczas futrzakowych zjazdów i konferencji.

#9. Vampires

„Prawdziwe” wampiry to doskonały przykład tego, jak cienka granica jest pomiędzy fascynacją jakimś tematem a niezbyt zdrową obsesją. Osoby dumnie noszące miano wampirów to najczęściej zagorzali fani gry RPG „Wampir: Maskarada”, a także miłośnicy literatury Ann Rice. Subkultura ta zawiera elementy punka, sceny glam oraz mody typowej dla gotów i fanów steampunka.
To co odróżnia wampirzą subkulturę od wyżej wspomnianych, to inicjowanie przedziwnych sadomasochistycznych happeningów oraz najprawdziwszy fetysz krwi (nierzadko połączony z degustacją tejże posoki).

#10. Pokemones

Mimo że Pikaczu kojarzy się wszystkim z Krajem Kwitnącej Wiśni, to tym razem miejsce występowania "pokemonów" znajduje się w południowoamerykańskim Chile. Skojarzenia z japońskimi klimatami budzą „dragonballowe” fryzury członków tej grupy oraz noszone przez nich koszulki z bohaterami produkcji anime.
Jednak nie samo uwielbienie dla azjatyckich kreskówek jest cechą typową dla „pokemonów”. To co najbardziej interesujące to specyficzne flashmoby przez nich organizowane.
„Ponceo”, bo tak nazywa się charakterystyczny dla tej subkultury rytuał, polega na spotykaniu się grupy „pokemonów” w publicznym miejscu (np. najbardziej zaludnionym parku, pasażu czy centrum handlowym) i grupowej orgii oralnego seksu. Cała zabawa polega na zadowoleniu jak największej ilości uczestników.
Sami zainteresowani traktują ten rodzaj aktywności fizycznej jako dający potężny zastrzyk adrenaliny sport. Tym bardziej ekscytujący, im większe wywołuje on zgorszenie wśród konserwatywnych obywateli Chile.
„Ponceo polega na zabawie” - powiedziała w wywiadzie dla Newsweeka piętnastoletnia Natalia Fernandez. - „Tym razem obsłużyłam siedmiu partnerów”.
Trzeba przyznać, że gdyby „ponceo” zyskało gwałtowną popularność w Polsce, automatycznie zniknęłaby z mediów wałkowana bez końca sprawa dopalaczy i tajemniczych krzyży wyrastających w centrum stolicy...

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Oglądany: 225446x | Komentarzy: 76 | Okejek: 709 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało